Na film wybrałem się niejako z ciekawości. Wszyscy wiemy, że filmowe adaptacje nawet najlepszych dzieł książkowych potrafią nas zaskoczyć (i to rzadko kiedy pozytywnie). Jeżeli chodzi o filmy based on King, to widziałem ,,Rose Red'' oraz ,,Lśnienie'', ich oglądanie zawsze jednak było poprzedzone wcześniejszą lekturą (edit: zapomniałbym jeszcze o rewelacyjnej ,,Zielonej mili''). Tym razem jednak ,,Wszystko jest względne'' (bo tak nazywa się zbiór opowiadań, z którego pochodzi 1408) nie czytałem. Ale do rzeczy.
Film zaczyna się zupełnie niewinnie. Poznajemy sympatycznego jegomościa o nazwisku Mike Enslin, który zarabia na życie jako ,,oblatywacz'' strasznych miejsc. Zaraz, zaraz, czy miłośników efektów paranormalnych nie spotkaliśmy już w ekranizacji ,,Rose Red''? No cóż, od Kinga wymagamy chyba jednak trochę więcej, niż od twórców ,,Ghostbusters''. W tym momencie podświadomie liczymy na kilka asów w rękawie, a raczej w scenariuszu.
Po dosyć nużącym wstępie (jak każdy rasowy thriller, 1408 zaczyna się przydługą grą wstępną z widzem) następuje nakreślenie Celu. Widz zostaje nastrojony, że za drzwiami pokoju 1408 czai się coś prawie tak złego, jak równania różniczkowe. Ba! Prawie tak złego, jak mój kot. A co jest za nimi tak naprawdę?
Cóż, w gruncie rzeczy, za drzwiami nie ma nic ciekawego. Twórcy filmu zdecydowali się połączyć niezbyt brutalny splatter z elementami filmu psychologicznego (przez niektórych psychicznym zwanym). Wyszła z tego krzyżówka ,,Lśnienia'' z szóstą częścią ,,Pilnika do paznokci''. John Cusack zupełnie nie przekonuje mnie ani jako badacz zjawisk paranormalnych, ani -- zwłaszcza -- jako troskliwy tatuś. W akcji też próżno szukać jakiejś fabuły czy logiki -- wydarzenia są skonstruowane na zasadzie ,,aby się działo''. Trochę kasy zaoszczędzonej na scenografii (rzecz dzieje się przecież głównie w ,,jednym'' pokoju) poszło na efekty specjalne, które nie rażą widza (może poza kiczowatymi płomyczkami w czasie pożaru). Jedyny przebłysk to praca kamerzystów, którym udało się zrobić kilka ciekawych ujęć.
Jednym słowem: jest się czego bać. Następnej adaptacji...
Ocena: 3/8
Comments:
-
Nie widziałem i raczej nie obejrzę (w najbliższym czasie), bo nie jesteś pierwszą osobą, która ten film gani. Natomiast pozwolę sobie zauważyć, że wielu recenzentów chwali wstęp, który odebrałeś jako nużący... Film musiał więc podobać Ci się jeszcze mniej niż im. :)
Swoją drogą, oryginalna skala. :)21.12.2007 18:26:25
