I am Legend (Jestem legendą)

29.01.2008 21:12 in coś się rusza, filmy, recenzje

Moje odczucia przed filmem były dosyć entuzjastyczne. Nie wiem, który dokładnie element marketingowej nagonki zadziałał, ale poczułem w sobie konieczność sprawdzenia, cóż zacz. Wbrew złowrogiej propagandzie kina, które straszyło widzów serwowaniem cyfrowej projekcji, żadnych cyferek na ekranie nie uświadczyłem -- no i chyba dobrze.

Film wpasowuje się w scenariusz #4: naukowy eksperyment wymyka się spod kontroli i świat pędzi ku zagładzie niczym hoża wiewiórka. Do tego dorzucamy wariant .2 (Kevin sam w domu) i dodatek Z (Z jak Zombie). Końcowa klasyfikacja wygląda więc następująco: #4.2Z: samotny bohater po naukowym bublu walczy z zombiakami. To ta radośniejsza część. Ta smutniejsza jest natomiast taka, że w zasadzie można by recenzję filmu na tym skończyć.

Film, który trwa nieco ponad półtorej godziny nie zawiera w sobie nic szczególnego. Praca kamerzystów jest w porządku: na kilku ujęciach można zawiesić oko; sceny kręcone z ręki dodają dynamiki w niektórych momentach. Dobry wizerunek psuje jednak kilka zupełnie niewytłumaczalnych scen, w których dane jest nam przez pół minuty podziwiać niespecjalnie porywającą facjatę głównego bohatera. Muzyki jest jak na lekarstwo. Jakiejś ciekawszej akcji też. Najbardziej przerażający jest skaczący łoś (do zombiaków się wszakże przyzwyczailiśmy, a łoś to zawsze jakaś odmiana). Fabuła jest drętwa niczym jeden z wszechobecnych zombiaków.

Słowem: można obejrzeć, jak dadzą w TV.

Ocena: 4/8

PS. Czemu aż 4 mimo jadu wylanego hektolitrami? Otóż ogląda się to nie najgorzej, tylko po co? :)

Comments:

  1. bu

    bu:

    Nie byłem co prawda na tym w kinie, ale film i tak obejrzałem (wleciał przez okno ;) ).
    Mam mieszane uczucia do filmu: ogólnie poprawnie, bez jakiś większych emocji. A szkoda, bo liczyłem na więcej; na klimat, który można sobie wyobrazić patrząc na plakaty promujące film.

    Reasumując, obejrzeć i zaokno ;)

    09.03.2008 22:52:41

Leave comment: