Fascynujące jest to, jak połączone siły reżysera i speców od marketingu potrafią wytłumaczyć wszystkie zastosowane cięcia budżetowe (jeżeli można je tak określić). Tym razem zdecydowali się oni na powtórzenie sukcesu ,,Blair Witch Project'': filmu o czymś złym kręconemu z ręki.
Od strony technicznej film jest raczej w porządku, chociaż powiem szczerze: dla mnie oglądanie w kinie filmu kręconego kamerą trzęsącą się jak zawszona wiewiórka należy do średnio przyjemnych doznań. Czy rzeczywiście dodaje dramatyzmu? Wydaje mi się, że dobre ujęcia niektórych scen dodałyby go o wiele więcej. Zastosowane efekty specjalne są na zupełnie przeciętnym poziomie, natomiast Duży zły wyszedł taki-sobie (OK; to dobrze, że nie grzeszy pięknością, ale zabrakło mu czegoś charakterystycznego).
Film, który mimo -- a może dzięki -- zastosowanej konwencji miałby szansę zostać hitem, zabija jednak kompletnie scenariusz. Fabuła jest bowiem do bólu standardowa, rodem z ,,Płonącej stodoły VII'': mimo, iż Wielki Straszny Potwór szaleje i niszczy wszystko, co stanie mu na drodze (plus niszczenie prewencyjne), bohaterowie decydują się ruszyć na ratunek swojej przyjaciółce, którą niefortunny obrót wydarzeń pozbawił szerszych perspektyw życiowych.
Poza tym, zasmuciło mnie strywializowanie roli Potwora do zwykłego łupacza wieżowców. Gdy na początku dowiadujemy się, że bestia wyszła (do wyboru: z oceanu, bądź z tankowca), od razu miałem bardzo przyjemne skojarzenie z grą ,,Prisoner of Ice'' i nie ukrywam, że liczyłem na trochę magii Cthulhu. Nie muszę mówić, że mocno się rozczarowałem. Cóż -- nie to miejsce, nie ten czas.
Podsumowując. Podobnie jak w przypadku ,,I am Legend'', dostajemy film do obejrzenia wieczorową porą na TVN. Trochę szkoda.
Ocena: 3/8
Comments:
-
LawDog:
UWAGA - SPOJLERY!
Kompletnie się z Twoją opinią nie zgadzam. Magia Cthulhu? Wolne żarty. To by dopiero "Cloverfield" położyło! Potwór nie jest charakterystyczny? Czego mu brakuje? Ostatecznie wcale nie dowiadujemy się, skąd "bestia" pochodzi.
Fabuła jest prosta, ale od filmu o potworze nie oczekuje się z reguły niczego więcej. Tutaj wszystko jest na swoim miejscu i niczego nie brakuje. Mamy świetnie dobrane "retrospekcje", mamy świetne sceny, a cała akcja prowadzona jest bardzo zgrabnie. Parsknąłem śmiechem, kiedy wychodząca z seansu wystrojona damulka rzuciła za moimi plecami: "To było takie proste...".
Kręcenie z ręki to raczej nie efekt "budżetowych cięć", a zabieg, dzięki któremu "Cloverfield" kopie tyłek aż tak mocno. Ten z kolei puchnie jeszcze bardziej właśnie dlatego, że całkowicie zrezygnowano "z dobrych ujęć niektórych scen".
Wniosek? Trailer Cię zmylił, a Ty wyżywasz się przez to "3/8".
Swoją drogą - co to za dziwna skala?12.02.2008 11:21:17
-
> Swoją drogą - co to za dziwna skala?
Potega 2 :) (2^3) :)12.02.2008 15:19:30
-
Borys:
Film oglądało mi się świetnie. Nie wiem, Dabroz, czy polemika ma większy sens, bo najwyraźniej Ty odbierałeś go w zupełnie inny sposób. Ale: Z powyższej notki przebija zgorzknienie. :) Nie ulega wątpliwości, że "Cloverfield" to Film o Wielkim Potworze Rozwalającym Wielkie Miasto, i jako taki ma (musi mieć!) prostą konstrukcję. Cały myk polega na tym, że zrealizowano go w bardzo nowatorski sposób. Dzięki temu osiągnięto za jednym zamachem trzy rzeczy:
* efekty specjalne wyglądają realistycznie
* widz czuje się od początku do końca wrzucony bezpośrednio w akcję
* film zyskuje na klimacie zagrożenia i tajemnicy -- nie wiemy, co się dzieje, nie ma Prezydenta, który Płacząc Wydaje Rozkaz Użycia Broni Atomowej, nie ma Naukowca, który wyjaśnia, Skąd Wziął Się Potwór
Komplikowanie fabuły, Cthulhu? No, owszem, może i byłoby fajnie, ale na pewno nie fajnie_j_ -- bo wtedy po prostu wyszedłby zupełnie inny film.
SPOILER SPACE
"Cloverfield" miał jak dla mnie tylko jedną wadę. Powinien się skończyć, gdy potwór przeżuwa i wypluwa Huda razem z kamerą, a nie pięć minut później. Ostatnia scena, w której Rob i Beth chowają się w tunelu, wyznają sobie miłość i giną przysypani gruzami, jest zupełnie niepotrzebna.
SPOILER SPACE13.02.2008 09:50:18
-
Darek:
@Dab, dobrze, że nie byłeś na Jumper'ze bo to jeszcze większe g.... :).
17.02.2008 08:23:25
-
Co, Dab, zatkao kakao? Wymiękłeś, widzę. Przestraszyłeś się Lawa i mnie, chociaż nie jesteśmy bynajmniej z Targówka. Ale spoko. Zezwalamy Ci popełnić następną notkę. Tylko nie pisz już więcej bzdur, okej? Nie pisz już więcej źle o dobrych filmach. Rozumiemy się? :P
24.02.2008 19:19:24
-
Uff, w końcu mam czas coś odpowiedzieć (i napisać).
Borysie, Lawie: skoro tak bronicie tego filmu, to powiedzcie, czy było w nim coś, czego nie było w ,,Płonącym wieżowcu'' z 1974? :)08.03.2008 10:47:25
-
"Płonący wieżowiec", który notabene uważam za znakomity film, nie był stylizowany na paradokumentalną relację wydarzeń.
08.03.2008 19:02:00
-
A pod względem scenariusza?
08.03.2008 19:24:44
-
bu:
W końcu ocena filmu, pod którą mogę się podpisać. Wszędzie opisują, że jest to coś genialnego/nieprzeciętnego i inne poprawnie politycznie słowa ;)
Dla mnie film był przeciętny i na podobnym poziomie co już wspomniany tutaj Jumper( byłem na obu w kinie).
Co do skali, to przecież standardowy system ósemkowy, tylko zmodyfikowany przez daba, bo powinno być od do 7 :>09.03.2008 22:46:09
-
Kira:
hmm film obejrzalam co prawda w wersji francuskiej... ale z opinia Dabroza calkowicie sie zgadzam, w sumie po skoncvzonym seansie przed telewizorem mialam sie ochote zapytac ale o co chodzilo (francuski znam na tyle dobrze ze nie wynikalo to z brakow jezykowych), wielki zjadacz wierzowcow, troche brzydki, nagranie przerazonego faceta ktora lata po calym miescie, probujac uratowac przyjaciolke.. hmm no coz tak jakby deja vu, mieszanka amerykanskich hitow w stylu godzilla i king kong w wersji brzydszej troche bardziej trzesacej, hhmm jednym slowem amerykanska kicha.
30.09.2008 20:47:12