Niewątpliwie twórcy komputerowego Wiedźmina mogliby zanucić sobie pod nosem ,,stworzyłem piękną rzecz''. Chwała im za to, że wiedźminowi udało się w końcu zdobyć glorię i chwałę, mocno podupadłą po wyszczerbionym filmie. Ale z drugiej strony, boli mnie trochę szastanie na lewo i prawo tez o rewolucyjności (a nawet rewelacyjności) gry.
Ktoś mógłby zapytać: dlaczemu? Bo smutne jest, że gra zawodzi w warstwie koncepcyjnej, mimo iż pod względem technicznym i produkcyjnym jest bardzo dobra. I choć marketingowy sukces Wiedźmina jest niewątpliwy, to nie stoi za nim ani przełom fabularny (bo niczego nowego w dziedzinie RPG nie odkrywa), ani technologiczny (bo gra, mimo, że ładna, do takiego Crysis się nie umywa).
Ale zacząć możemy od pozytywów. Gra co prawda nie należy do najtańszych, ale jest wydana bardzo porządnie. Trzy płyty, trzy książki i mapa, całość w estetycznym, kartonowym pudełku -- takie wydania gier powinny stać się standardem. Jednak nie opakowaniem człowiek żyje -- no chyba, że ktoś zbiera kartony od pizzy. Biorę się więc czym prędzej do instalacji gry, jednocześnie odpalając płytę z muzyką.
Ponieważ gra zajmuje -- bagatela -- 8 gigabajtów, czasu na posłuchanie muzyki trochę było. I powiedzieć trzeba, że muzyka jest bardzo dobra -- i tylko bardzo dobra. W profesjonalizm duetu Skorupa & Błaszczak nie można ani na chwilę zwątpić, ale możemy sobie szczerze powiedzieć: dla gracza z doświadczeniem RPG-owym ścieżka dźwiękowa jest kolejną, utrzymaną w filmowo-celtycko-średniowiecznym klimacie, produkcją. Jedyną -- bardzo miłą skądinąd -- odmianą jest gitarowy utworek odtwarzany w czasie walki z magiem w I akcie. No i poza tym -- muzyka Grzegorza Ciechowskiego do filmu o Geralcie była jednak lepsza (chyba, że to kontrast jej poziomu z poziomem filmu spowodował tak pozytywny jej odbiór).
OK. Zanim odpalam grę, zdążam jeszcze zainstalować patcha (ciekaw jestem jak gra wyglądała bez niego, ale czytając opinie graczy -- niewiele straciłem).
Ukazują nam się logosy i intro. O ile o tych pierwszych nie ma co pisać, to intro jest już co najmniej kontrowersyjne. Primo: pojawia się postać Geralta. Cóż... wiele miesięcy temu miałem okazję oglądać jakiś stary trailer Wiedźmina, gdzie bohaterem nie był jeszcze Biały Wilk, tylko jakiś młody kitajec z mieczem. Twórcy gry stwierdzili jednak, że marketingowe ssanie musi iść na całego, w wyniku czego naszym awatarem w świecie gry jest właśnie Geralt. Tutaj pozwolę sobie na dygresję. Otóż moim zdaniem umieszczanie w jakiejś grze Bardzo Słynnego Bohatera jest bez sensu, jeżeli jego podobieństwo do pierwowzoru ogranicza się do tekstur. A w przypadku gry Wiedźmin jest pod tym względem kiepściutko. Nasz milusiński nie przypomina ani trochę cynicznego Geralta z Opowiadań, bliższy jest już do swojej wersji z Pięcioksięgu -- ale mam na myśli tylko tyle, że jest podobnie nijaki i rozlazły. OK, czasem zdarzy mu się strzelić jakąś iście wiedźmińską kwestią (czasem nawet żywcem przepisaną z książek Sapkowskiego), ale zazwyczaj wygląda to tak, że jego image sobie a teksty sobie. Ale może to wina dennej fabuły? W każdym razie wracając do intra, to nie sposób nie zauważyć, że wizualna strona Białego Wilka jest inspirowana kreacją Żebrowskiego. Widać film nieźle utrwalił się w głowach twórców gry (chociaż akurat kreacje aktorskie to -- poza muzyką -- chyba najjaśniejszy jego punkt). Niefortunnie wybrano jednak -- moim zdaniem -- sekwencję filmową do intra. Lepiej sprawdziłaby się jakaś scena, która byłaby:
- bardziej dynamiczna (mniej istotne)
- niezawarta w filmie i serialu (bardziej istotne)
Poza tym, intro zrobione jest ładnie, chociaż nie wiem, czy aż kunszt Bagińskiego był tu potrzebny -- cóż, mnie ten filmik nie zachwyca (czytając moje recenzje na pewno stwierdziliście już, że jestem wyjątkowo marudny). Pomijam już fakt, że tnie się straszliwie.
Przechodzę więc do menu i odpalam grę, która pyta mnie o poziom trudności. Trudno mi zgadywać, jaki jest bazowy, więc wybieram średni. Zaczyna się gra.
Pisałem już o idiotycznej fabule? Tak? Trudno. Powtórzę. Otóż pomysł z wiedźminem, który traci pamięć wpadł do głowy chyba po kilku dniach nieprzerwanego klepania kodu. Nie mówię, że idea jest sama w sobie zła, bo jest mnóstwo gier/filmów/książek, które robią z niej świetny użytek; jednak w przypadku Wiedźmina służy tylko i wyłącznie do zamaskowania niedociągnięć fabuły i scenariusza, którego zarysu -- źli ludzie napadają na Kaer Morhen i kradną wiedźminom zabawki, czym narażają się na zemstę Białego Wilka -- nie powstydziłby się wspominany wcześniej Szczerbic. Po drodze wiedźmin oczywiście musi wykonać mnóstwo zadań, aby ukończyć swoją misję -- przy czym nie uniknięto RPG-owej głupoty w doborze questów: będziemy, jak w każdym innym cRPG, latali po planszach aby przynosić przedmioty, przekazywać informację i doprowadzając zagrożone gatunki potworów do wyginięcia. Oczywiście -- jest to pocieszne -- ale czy naprawdę pasuje do świata gry?
Twórcy chwalili się stworzeniem, jak to określają, ,,mrocznego'' świata fantasy. Nie wiem w takim razie, jak wygląda dla nich ,,radosny'' świat gry (może jak odcinek Happy Tree Friends?). Gra jest bowiem, jak większość cRPG fantasy, bajkowa i słodziutka. Nie jest to jakaś wielka wada, bo to raczej standard RPG-owych produkcji, ale od takich zapowiedzi twórców można by oczekiwać rzetelności.
Od początku gry czeka nas akcja, a bardziej konkretnie: dużo walki. TG (Twórcy Gry, zdaje się, że będę używał tego skrótu jeszcze wielokrotnie) reklamowali Wiedźmina jako przełom w tej dziedzinie, kamień milowy RPG. A jak to wygląda w praktyce? Fatalnie.
Pierwszym i chyba najpoważniejszym zarzutem jest zastosowany silnik (Aurora Engine). Coś, co dobrze sprawdzało się w kostkowanym AD&D, niekoniecznie dobrze sprawdza się w grze, gdzie podstawą egzystencji głównego bohatera jest obracanie mniej lub bardziej ostrymi przedmiotami. W grze jest koszmarna fizyka głównego bohatera, który nie może ani skakać, kucać, pływać, ani robić niczego, co nie wygląda jak spokojny spacerek. Jest to dobijające, jeżeli bohater nie może przeskoczyć 10-centymetrowego płotu, tylko musi pokonywać pół planszy, aby obejść go naokoło. Jest to moim zdaniem chyba największy grzech tej gry -- gdyby postawić na silnik TPP z dobrą fizyką, rozbudowany o elementy RPG -- to przyznam: mógłby być kamień milowy gier. Najbardziej marzyłoby mi się coś w rodzaju starusieńkiego Die by the Sword, w którym mieliśmy pełną kontrolę nie tylko nad bohaterem, ale i nad jego mieczem. Tymczasem mamy trzy style walki: silny, szybki i grupowy, z których dla każdego potwora musimy wybrać odpowiedni (inaczej możemy doczekać Euro) i klikać, klikać, klikać... Nasz Geralt sam będzie wykonywał sekwencje ruchów (swoją drogą: co to za idiotyczny pomysł, aby wiedźmin skakał jak małpka w cyrku? Rozumiem, że to sprawny i zwinny szermierz, ale idea walki mieczem polega chyba na przemieszczaniu się, balansowaniu i unikach, a nie staniu i wykonywaniu -- z każdym poziomem coraz bardziej wymyślnych -- salt w miejscu. Walka wiedźmina wygląda może i efektownie, ale przy tym komicznie). Sytuacja nie zmienia się w przypadku bossów -- czasem tylko zachodzi potrzeba zrobienia czegoś ekstra, przed zaklikaniem potwora na śmierć.
TG wpadli też na pomysł, aby ograniczyć ekwipunek gracza do trzech mieczy. Pomysł może i szczytny, bo Lara obładowana bronią jak mały Afgańczyk już trochę się nam przejadła, ale moim zdaniem bezsensowny, a raczej niekonsekwentny. OK -- wiedźmin nie może mieć dwóch sztyletów, ale może mieć setki, czy nawet tysiące pieczonych kurczaków, czy czaszek pokonanych monstrów. Rozwiązanie a'la Diablo (różne rozmiary przedmiotów) jest chyba optymalne i szkoda, że go nie zastosowano. W dodatku interfejs ekwipunku jest koszmarny -- nie możemy swobodnie zamieniać przedmiotów między dwiema sakwami (będzie nam do tego potrzebna podłoga).
W grze szwankują też dialogi -- o stronie fabularnej już pisałem, ale to nie wszystko. Nawet gdyby dialogi pisała -- dajmy na to -- Szymborska wespół z Szekspirem, to zabiłaby je kamera. Mówiąc inaczej: nawet największe napięcie potrafi zburzyć kamera, która co linijkę tekstu patrzy na zmianę na twarz Geralta i jego rozmówcy (chyba, że zablokuje się np. w ścianie i wtedy nie zobaczymy nic).
Trudno też znaleźć jakieś nowatorstwo w pobocznych features gry. Sporo rzeczy wzięto z serii Might & Magic, jak chociażby system alchemii, czy gry poboczne (w przypadku Wiedźmina jest to poker).
Od strony technicznej jest całkiem nieźle. Grafika cieszy oko (chociaż czasem potrafi przestraszyć nieoteksturowanym trójkątem, czy dziurami między poszczególnymi fragmentami terenu), efekty specjalne podobnie. Trochę denerwująca jest mała ilość modeli (przez co prawie wszyscy wyglądają tak samo). Głosy postaci na niezłym poziomie (chociaż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że staruszkę na Bagnach nagrywała ośmiolatka).
Poziom trudności okazał się żałośnie niski. Walki nie przestawiają trudności (zwłaszcza, gdy trochę rozwiniemy parametry bohatera), a warstwa fabularna jest pożałowania godna. Geralt z uporem godnym lepszej sprawy prowadzi dziennik pokładowy, gdzie zapisuje wszystkie informację odnośnie miejsc, potworów, postaci, zadań i wszystkiego innego, co napotyka. Kto samemu nie rysował w czasie gry map, nigdy nie zrozumie, co mu się w ten sposób odbiera. Zadania są opisane tak dokładnie, że brakuje tylko postaci mówiących ,,kliknij trzeci przycisk od lewej''. W grze nie trzeba myśleć nad ani jednym questem! Gdyby jednak ktoś się zaciął (o ile to w ogóle możliwe), to solucję znajdzie w... dołączonym do gry poradniku. Dbałość o gracza na najwyższym poziomie.
A teraz coś najbardziej zaskakującego: gra mimo wszystkich wad ma świetną grywalność. Sam nie wiem, jak to możliwe, ale mimo wszystkiego, co jest w niej irytujące, ma swój specyficzny klimat, który zachęca do gry (ale wątpię, aby komuś chciało przechodzić się ją drugi raz). Może to magia Sapkowskiego, chociaż zupełnie nieświadomie, oddziałuje na graczy?
Podsumowując: mam nadzieję, że CD Projekt tworząc następną grę ominie opisane wyżej pułapki i ewentualny sequel będzie klasę lepszy. W końcu w pierwszej części Diablo też nie można było biegać. :-)
Ocena: 6/8
Comments:
-
Ag:
Chyba zgadzam się ze wszystkim. Tylko dlaczego nie napisałeś o kartach, które tak bardzo podbijają grywalność? (przynajmniej dla co niektórych ludzi ;) )
08.03.2008 13:14:05
-
shaigan:
Próbowałem w to grać po roku od zakupu, ale niestety przez system walki jest to niemożliwe. Nie przypominam sobie, żeby w jakiejś grze walka była gorsza niż tutaj. Nie wiem jak można stworzyć rewolucyjny system walki polegający na klikaniu w odpowiednim momencie. Z czystym sumieniem zostawiam Wiedźmina niemalże nietkniętego.
01.09.2009 12:54:30